sanki zimą, padający śnieg
Czy zimę da się lubić? 

Ja nie znosiłam jej przez bardzo długi czas. Była niczym więcej, niż ciągnącym się w nieskończoność przystankiem w drodze między moimi ulubionymi porami roku - jesienią i wiosną. Była niekończącym się koszmarem, zimnem wkradającym się pod ciasno zawiązany płaszcz, wiatrem muskającym czerwone policzki i mrozem szczypiącym płatki uszu wystające spod wełnianej czapki. Ostra, nieprzyjemna, z szaroburą aurą i spadkiem nastroju w oczekiwaniu na radosny śpiew ptaków i słońce. 

Była wszystkim, czego nie chciałam, do czasu aż nauczyłam się, że zima jest po coś.

Zima to czas, kiedy w końcu mogę odetchnąć po maratonie ciepłych sezonów. Czas odpoczynku i życia na niższym biegu. Lubię dopasowywać swój rytm dnia do zmieniającej się za oknem pory roku. Brać przykład z natury - z roślin, zwierząt i ich cykli. Zimą żyję wolniej, zmniejszam aktywność, zwracam się do swojego wnętrza i pielęgnuję małe zimowe rytuały. Dbam o ciepło w domu, przytulny nastrój, delikatne światło i rozgrzewające posiłki czy napoje. 

Wykorzystuję ten czas ciszy i bezruchu na rozwijanie swoich pasji, na chwile z książką pod ulubionym kocem i z kotem na kolanach, na jogę i medytację w zaciemnionym pokoju skąpanym w blasku świec. Regeneruję się przed wiosną pełną zadań, latem kipiącym od emocji i jesienią, która zawsze dba o to, abym miała co  robić.

Zaczęłam doceniać zimę, dopiero wtedy, kiedy zrozumiałam jej pełny potencjał.

I choć wciąż z utęsknieniem patrzę w kierunku jesieni i wiosny, to zima przestała być wyrwą w moim życiorysie, a zaczęła być jego płynną ciągłością. Etapem, procesem, częścią życia, którą zaakceptowałam w całej okazałości. A zima stała się moim cichym przewodnikiem – przypomnieniem, że wszystko ma swój rytm i że w bezruchu też kryje się życie.

„Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne.”

- Tove Jansson, Dolina Muminków w listopadzie

3 komentarze:

  1. Lubię zimę białą i mroźną. Na razie nie wyczekuję lata. Masz rację, że to pora odpoczynku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj :) Myślę sobie, że zima to czas magazynowania wszystkiego co się da chroniąc przed rozproszeniem. Dlaczego tak. ja jestem zimowa kobieta, bo zimą urodzona, więc jakby z natury ta pora roku zawsze była dla mnie chwilą zatrzymania, zadumiania, porządkowania pewnych rzeczy - fotografii, wierszy...W inne pory roku nie było na to czasu. Teraz również tak jest, chociaż patrzę już na nią bardziej pragmatycznie, ale i tak cieszy szczególnie biała i mroźna.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ piękne zdjęcie!
    Taką zimę mam we wspomnieniach, bo taka była każdego roku.
    Nie zawsze lubiłam, bo kiedy musiałam dojechać w zamieć śnieżną do pracy, a po pracy, umęczona, nie mogłam uruchomić auta, minus 25, noc, a do domu 40km...
    Wtedy nienawidziłam zimę.
    Moją ulubioną porą roku jest wiosna i zawsze trwa zbyt krótko:)
    Pozdrawiam i czekam na kolejne posty!

    OdpowiedzUsuń